Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Henri Loevenbruck. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Henri Loevenbruck. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 25 września 2011

16. "Mojra. Noc wilczycy" Henri Loevenbruck


Autor: Henri Loevenbruck
Tytuł: Mojra. Noc wilczycy
Wydawnictwo: Otwarte
Liczba stron: 327
Ocena: 2/6


Jedynym powodem sięgnięcia po trzeci ą część sagi Mojra - Noc wilczycy, była ciekawość, jak to wszystko się zakończy. Jako, że poprzednie tomy nie wywarły na mnie żadnego pozytywnego wrażenia, miałam nadzieję na rehabilitację autora w tym ostatnim. To właśnie tutaj kończy się podróż Alei i jej przyjaciół, ważą się losy całej Gaelii, dostajemy odpowiedzi na kluczowe pytania. Jednak, czy Henri Loevenbruck spisał się i sprawił, że jego powieść zostanie na długo zapamiętana?

Tym, co sprawiło, że udało mi się dobrnąć do końca książki był inny niż w poprzednich częściach, tłumacz. We wcześniejszych tomach, aż się roiło od literówek, powtórzeń, błędów stylistycznych i składniowych. Tutaj, na szczęście nie było tak źle, dzięki czemu czytało się całkiem znośnie, chociaż, gdyby się uprzeć, znalazłby się nie jeden. Jednakże, nie jest to winą autora, więc nie należy ujmować całości jedynie ze względu na, miejscami wołającą o pomstę do nieba, korektę.

W Nocy wilczycy dużo się dzieje. Jak można się było spodziewać, nadciągnęła wielka wojna – każdy walczy z każdym i żaden z władców nie stoi po stronie głównej bohaterki. Intrygi panujące w hrabstwach sięgają zenitu, są dramatyczne i zaskakujące. Chociaż, mimo że pojawiły się tu zwroty akcji, fabuła wciąż pozostała przewidywalną. Teraz można śmiało zrzucić to na karb skromnych umiejętności autora. W końcu, jeżeli przez trzy tomy nie potrafił naprawdę nas zaskoczyć świadczy to jedynie o tym, że musi jeszcze sporo popracować nad swym warsztatem pisarskim.

Alea pozostała bohaterką niezwykle irytującą i denerwującą. Przez wszystkie części powieści nie potrafiłam odnaleźć żadnej sytuacji, która by sprawiła, że zapałam do niej choć odrobiną sympatii, czy zrozumienia. Nazbyt pewna siebie, niekonsekwentna, a przy tym infantylna bardziej, niż niektóre dzieci w jej wieku. Autor z pewnością chciał ukazać coś wręcz odwrotnego. Ku memu ogromnemu zdziwieniu to trzynastoletnie dziecko oddało się czynnościom seksualnym ze swym ukochanym. Już samo to sprawiło, że przekreśliłam Loevenbrucka i zadecydowałam, że nigdy z własnej woli nie sięgnę po dzieła jego pióra. Natomiast skutki tego czynu i zakończenie przelały czarę. Rozumiem, że szybko się teraz dorasta, a Czytelnicy seksem i krwią nie pogardzą, lecz to przesada budząca niesmak, a nawet obrzydzenie. Czyżby autor promował niedozwolone treści?

Przykro jest mi pisać tak niepochlebną opinię o tej książce, zdaję sobie sprawę, że każdy ma inny gust i ta recenzja może odstraszyć potencjalnych Czytelników. Jednakże, trudno jest wypowiedzieć się pozytywnie o pozycji, która nie bawi, nie straszy i nawet nie intryguje. Tutaj śmierć głównych bohaterów nie sprawia, że jest nam smutno, zwycięstwa dobrej strony, nie cieszą, obok wszystkich tych zdarzeń przechodzimy obojętnie. Brak tu plastyki w opisach i emocji, za dużo natomiast udziwnień oraz zbędnych szczegółów. Loevenbruck bardzo rozlegle rozpisuje się o poczynaniach, znanej z poprzednich tomów białej wilczycy i jej nowej watahy. Gdybym chciała dowiedzieć się czegoś o życiu wilków, z pewnością sięgnęłabym po inną pozycję. A krasnolud, który boi się jaskiń i podziemi? Druidzi, którzy zamiast obcować z naturą i siedzieć w lasach, władają jakąś tajemniczą mocą i pchają się na tron? Za dużo tego wszystkiego.

Po przeczytaniu tej książki dochodzę do wniosku, że gdyby autor opowiedział tę historię komuś doświadczonemu, kto potrafi pisać, powstałaby naprawdę świetna, pasjonująca lektura. Historia Alei ma ogromny potencjał. Gdyby obrać ją z niepotrzebnych ozdobników i poprowadzić w ciekawszy sposób, ocena nie byłaby taka niska. Niestety zawiodłam się i wynudziłam. Teraz jestem pewna, że od Loevenbrucka będę trzymała się z daleka. Noc wilczycy i cały cykl Mojra mogę polecić jedynie osobom, które czytają niedbale, skupiając się na fabule i nie zwracając uwagi na inne elementy.

***
Za możliwość przeczytania książki dziękuję portalowi Sztukater i wydawnictwu Otwarte

piątek, 23 września 2011

15. "Mojra. Wojna wilków" Henri Loevenbruck


Autor: Henri Loevenbruck
Tytuł: Mojra. Wojna wilków
Wydawnictwo: Otwarte
Liczba stron: 336
Ocena: 2/6



Trudno dzisiaj o książkę fantasy, która najpierw nie pozwoliłaby nam się od niej oderwać, a następnie, przez długi czas zapomnieć. Potrzeba oryginalnego pomysłu, wiarygodnych bohaterów, zgrabnie poprowadzonej i ciekawej fabuły. Ważne jest, by autor nas zaskoczył – w końcu na rynku pełno jest pozycji o elfach, magach i krasnoludach. Henri Loevenbruck postawił na druidów, co jest ogromną zaletą jego cyklu Mojry – opowieści o tej nacji dawno już nie było. Jednakże, czy wybór ten okazał się słuszny i wprowadzi powiew świeżości do tego gatunku?

Wojna wilków to drugi tom sagi Mojry, której główna bohaterka - nastoletnia Alea, właściwie z dnia na dzień zostaje osobą odpowiedzialną za losy znanego jej świata – Gaelii. A wszystko zaczęło się, gdy przez przypadek znalazła pierścień druida. To właśnie dzięki niemu zyskała ogromną moc i stała się Samildanachem. W tej części dziewczynka będzie musiała znaleźć odpowiedzi na wiele nurtujących ją pytań i stanąć w obliczu szykującej się wojny. Nauczy się także coraz lepiej kontrolować swą nową siłę i korzystać z jej dobrodziejstw. Jednak, czy potęga, która w niej drzemie, a która może zmienić panujący do tej pory porządek, warta jest szczęścia i nawet życia jej najbliższych?

Książka zaintrygowała mnie, gdy dowiedziałam się, że pojawią się w niej druidzi, o których do tej pory, nie miałam przyjemności poczytać. Jednak sposób, w jaki przedstawił ich autor był daleki od moich wyobrażeń. Spodziewałam się innowacji, czegoś co zaciekawi, przyciągnie uwagę, a odniosłam wrażenie, że gdzieś już o tym było… A tak, gildie magów, znane nam z wielu pozycji nie różnią się właściwie niczym, poza nazwą. Sądziłam, że druidzi obcują z naturą, słuchają jej, a nie zajmują się polityką i knowaniami. Ich nacja jest tu przedstawiona w sposób daleki od przyjętego, co nie znaczy, że lepszy. Wręcz przeciwnie – u Loevenbrucka nie są do końca dobrzy, ani źli, raczej nie da się z nimi sympatyzować, ponieważ są po prostu  nijacy. Szkoda, że autor nie określił ich dokładniej, albo chociaż przedstawił tych najważniejszych bardziej szczegółowo.

Najbardziej irytująca w tej książce była główna bohaterka. Alea jest trzynastoletnią sierotą, która przez przypadek zyskuje ogromną moc i staje się postacią wręcz legendarną. Patrzymy jak dojrzewa, wypełniając swą misję, jak targają nią rozmaite rozterki. Z podobnymi postaciami mieliśmy do czynienia już nie raz, ale w tym przypadku coś poszło nie tak. Z biednej dziewczynki staje się bohaterką, w bardzo krótkim czasie sama uczy się jak panować nad swą mocą, zabija bez mrugnięcia okiem, rządzi swymi przyjaciółmi, w końcu wymyśla swój własny sztandar, pod którym zbiera się armia, gotowa oddać za nią życie. A to przecież tylko dziecko! Za dużo tego na raz. Wiadomo, główny bohater musi mieć charyzmę i wyróżniać się, ale czy Alea nie jest zbyt idealna? Poza tym jej opieszałość i pewność siebie nie sprawiają, że bardziej ją lubimy – wręcz przeciwnie. Autor nie poświęca wiele miejsca jej towarzyszom i wrogom, więc niewiele o nich wiemy, są płascy i nie przekonują.

Kolejną rzeczą jest dynamika, której w tej książce niestety brak. Mamy liczne opisy walk, a nasi bohaterowie muszą zmierzyć się z wieloma niebezpieczeństwami. Sugeruje to, że czeka nas wartka akcja, pasjonujące sceny batalistyczne i niespodziewane zwroty. Niestety, mimo że krew się leje, nie wzbudza to w nas większych emocji, a raczej nudzi. Zabrakło środków wyrazu, które sprawiłyby, że Czytelnik mógłby poczuć, że znajduje się na środku pola bitwy.

Komu mogę polecić tę pozycję? Chyba tylko osobom, które chcą poczytać cokolwiek do poduszki, nad czym nie trzeba się specjalnie skupiać. Pomysł na powieść nie był zły, niestety nijak się to ma do wykonania. Prawdziwym fanom fantastyki, którzy pragną czegoś porywającego z ciekawymi bohaterami i wielowątkowością nie polecam brać się za tą książkę, szkoda nerwów. Jednak, mimo wszystko mam nadzieję, że trzeci tom obroni całość, a Wojna wilków okaże się tylko chwilową niedyspozycją autora.

***
Za możliwość przeczytania książki dziękuję portalowi Sztukater i wydawnictwu Otwarte