Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kryminał. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kryminał. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 1 listopada 2011

24. "Gabinet osobliwości" Douglas Preston, Lincoln Child


Autor: Douglas Preston, Lincoln Child
Tytuł: Gabinet osobliwości
Wydawnictwo: G+J
Liczba stron: 597
Ocena: 6/6


Podczas prac budowlanych grupa robotników dokonuje makabrycznego odkrycia – 36 poćwiartowanych ciał, zamurowanych w fundamentach. Wkrótce okazuje się, że zbrodni dokonano ponad sto lat wcześniej. Do akcji wkracza agent specjalny FBI Pendergast, werbując po drodze panią antropolog Norę Kellly. Bohaterowie odkrywają, że mordercą mógł być Enoch Leng – naukowiec, który w końcówce XIX wieku mieszkał w budynku, pod którym odkryto szczątki. Znaleziony w archiwach muzealnych list rzuca nieco światła na sprawę, nasuwając przy tym wiele pytań. Sytuacja komplikuje się, kiedy w Nowym Jorku zaczynają ginąć ludzie, a modus operandi wydaje się być taki sam, jak w przypadku stuletniej zbrodni.

Gabinet osobliwości to po Relikcie i Relikwiarzu trzecia część cyklu o egocentrycznym agencie specjalnym, autorstwa znakomitego duetu Preston i Child. Dla fanów sagi będzie to nie lada kąsek, ponieważ dowiemy się tu wielu interesujących rzeczy o głównym bohaterze i jego przeszłości. Dużo uwagi poświęcono także Norze Kelly, która w tym tomie nie dość, że zostanie wciągnięta w niebezpieczne śledztwo, to jeszcze napyta sobie biedy w miejscu pracy – Muzeum Historii Naturalnej. Spotkałam się z opinią, że opisy jej poczynań oraz losy pozostałych bohaterów pobocznych służą jedynie wypełnieniu miejsca i są niepotrzebne. Jednak jest to zasadne, biorąc pod uwagę fakt, że bohaterowie ci pojawiają się w kolejnych częściach.

Książka może przerażać, a wręcz zniechęcać swoimi gabarytami, w końcu 600 stron tekstu to nie lada wyzwanie. Wydawałoby się, że na Czytelnika czeka mnóstwo dłużyzn i nudy. Nic bardziej mylnego, autorzy tak skonstruowali fabułę, że wszystkie zawarte tu informacje są ważne dla śledztwa, a opisy bohaterów i ich charakterystyki przydadzą się osobom zamierzającym śledzenie dalszych ich losów. Preston i Child umiejętnie kierują akcją – wstrząsają, by po chwili uśpić naszą czujność, po czym następuje nagły zwrot i oczekiwanie w napięciu na dalszy ciąg. Warto jest skupić się i zwracać uwagę na szczegóły, ponieważ nigdy nie wiadomo, gdzie znajdziemy kolejną wskazówkę, zbliżającą nas do poznania prawdy.

Bohaterem, który zwraca na siebie największą uwagę jest bez wątpienia agent Pendergast. Już cechy fizyczne są intrygujące – jasne, prawie białe włosy, niezwykle blada cera, ubrany zawsze w czarny garnitur, przez co często mylony z przedsiębiorcą pogrzebowym. Pewny siebie, egocentryczny, piekielnie inteligentny, zaskakuje na każdym kroku swą wiedzą i umiejętnościami. W pamięci na długo pozostanie jego zachowanie podczas pobytu w szpitalu – nie wyraził bowiem zgody na narkozę w czasie operacji, co więcej obserwował pracę lekarza w lustrze, a już po wszystkim odmówił przyjmowania jakichkolwiek leków, nawet przeciwbólowych. Oczywiście nie zamierzał spożywać szpitalnych posiłków – dostarczano mu je z wykwintnej restauracji. Niektórym może się wydawać nadęty i zapatrzony w siebie, jednak przy bliższym poznaniu, z pewnością zachwyci niejednego Czytelnika.

Gabinet osobliwości to powieść, którą polecam wszystkim fanom kryminałów i powieści z dreszczykiem. Czeka tu na nas grono nietuzinkowych bohaterów, nawarstwiające się tajemnice, ciągle zwroty akcji i nieoczekiwane zakończenie. Osobom, które nie czytały pierwszych dwóch pozycji z cyklu, nie przeszkodzi to w cieszeniu się lekturą – fabuła skonstruowana jest w taki sposób, że ich nieznajomość nie wpływa na jej odbiór. Zachęcam również do zapoznania się z pozostałymi dziełami duetu Preston i Child – ich niesamowity styl i umiejętność prowadzenia akcji z pewnością zaskoczą i zachwycą każdego amatora gatunku.

***
Za możliwość przeczytania książki dziękuję portalowi Sztukater i wydawnictwu G+J.

wtorek, 18 października 2011

18. "Strzeż się psa" Izabela Szolc


Autor: Izabela Szolc
Tytuł: Strzeż się psa
Wydawnictwo: Oficynka
Liczba stron: 168
Ocena: 6/6


Towarzyszą nam  właściwie odkąd tylko istniejemy, pocieszają, przytulają, bronią i przede wszystkim – bezgranicznie kochają. Mowa oczywiście o naszych czworonożnych przyjaciołach, psach. To właśnie dla nich powstał niezwykły psi kryminał Strzeż się psa, autorstwa Izabeli Szolc. Mojemu Shariatowi bardzo się spodobał. Gdy czytałam mu na głos udawał, że śpi, jednak ja wiem swoje. Widziałam jak strzyże uszami podczas najbardziej emocjonujących momentów, mnie nie oszuka. Zdaję sobie sprawę, że wiele osób z powątpiewaniem pokręci głową i pomyśli Taa, akurat pies rozumie, co się do niego mówi… Niedowiarkom polecam lekturę książki, która jest prawdziwym hołdem złożonym psiej inteligencji.

Albrecht to pięcioletni bloodhound i jedyny wierny towarzysz swojej pani Laury. Kocha ją miłością iście psią – nieograniczoną, zaborczą, często zazdrosną. Cierpliwie znosi jej kolejnych adoratorów, mimo że zajmują mu miejsce w łóżku, wysłuchuje licznych monologów i wytrzymuje dość częste ataki furii. Jak to zwykle bywa w powieściach, psi detektyw może liczyć na swojego pomagiera, w tym wypadku basseta Tofika. Nie zabrakło oczywiście ukochanej, pięknej charcicy – niestety tutaj Al będzie musiał zadowolić się jedynie miłością platoniczną. Jednak nie czas na miłostki, w okolicy giną psy i nasz bohater postanawia zająć się tym osobiście. Podczas śledztwa, oprócz sąsiadów Albrechta poznamy charyzmatyczną kotkę i nawiedzonego teriera gryfika o wdzięcznym imieniu Jeremiasz. Z tym ostatnim będą niemałe problemy, w końcu kto słyszał, by narkotyzować psiska grzybkami i przy tym wykładać im swą ideologię?

Książka Izabeli Szolc dostarczyła mi niesamowicie miłych chwil. Wypowiedzi i przemyślenia Albrechta często sarkastyczne, tudzież przepełnione ironią, powoływanie się na znanych filozofów, wtrącenia po włosku, bądź w łacinie sprawiają, że jest to wielowymiarowa i barwna postać. Wielu autorom trudno jest przedstawić człowieka w tak przemyślany i realistyczny sposób, a Al to przecież pies. Niezwykły talent pisarski przejawia się również w płynności z jaką napisana jest pozycja. Czyta się ją lekko, miło i z uśmiechem na ustach. Jedynym mankamentem jest jej objętość. Niespełna dwieście stron, z których każda dostarcza wrażeń to stanowczo za mało i po skończeniu odczuwa się pewien niedosyt. Jednakże autorce nie należą się szykany, lecz zachęta do stworzenia czegoś więcej, być może kolejnej części przygód bloodhounda?

Strzeż się psa należy polecić przede wszystkim miłośnikom czworonogów. Lektura ta, dostarczy im wyjątkowej rozrywki i skłoni do licznych przemyśleń. Przedstawione tu zwierzaki myślały, czuły, rozumiały nawet więcej niż powinny. A co, jeśli w naszej rzeczywistości jest podobnie? Może się to wydawać trywialne, lecz nikt nigdy nie udowodnił, że jest inaczej. Może nasi czworonożni przyjaciele pojmują więcej, niż sądzimy, tylko nie potrafimy tego dostrzec? Kolejnym powodem, dla którego gorąco zachęcam do przeczytania książki jest szczytny cel jakiemu służy. Całkowity dochód z jej sprzedaży przekazany jest na rzecz fundacji Viva!, której chyba nikomu nie trzeba przedstawiać. Powieść ma jeszcze jedną, ogromną zaletę – dzięki niej zaczęłam przywiązywać więcej uwagi do mojego pupila i poświęcać mu każdą wolną chwilę. Myślę, że taki wpływ będzie pożyteczny zarówno dla właścicieli, jak i ich czworonogów. Gorąco zachęcam do lektury dzieła pani Izabeli Szolc, jestem przekonana, że Czytelnicy spędzą przy niej naprawdę miły i zarazem wesoły wieczór.

***
Za możliwość przeczytania książki dziękuję portalowi Sztukater i wydawnictwu Oficynka

wtorek, 11 października 2011

17. "Odwet" Kristina Ohlsson


Autor: Kristina Ohlsson
Tytuł: Odwet
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 397
Ocena: 6/6


Ostatnimi czasy można zaobserwować wzrost popularności skandynawskiej literatury, a zwłaszcza kryminałów. Czytelnicy chłoną właściwie wszystko, co pochodzi z północy, jednakże obok wielkich odkryć pojawiają się również ogromne rozczarowania. Kristina Ohlsson zadebiutowała w 2010 roku powieścią Niechciane, po czym dość szybko została okrzyknięta następczynią Henninga Mankella. Jej kolejna książka – Odwet, to druga część cyklu o Fredrice Bergman w roli głównej.  Czy debiut młodej szwedzkiej pisarki okaże się strzałem w dziesiątkę, czy może będzie to kolejna przereklamowana pozycja?

Policja odnajduje zwłoki małżeństwa Ahlbinów w ich własnym mieszkaniu. Wszystko wskazuje na to, iż pastor na wieść o śmierci jednej z córek odebrał życie najpierw swojej żonie, a następnie sobie. Śledztwo zostaje przekazane grupie wydziału śledczego, zajmującej się szczególnie trudnymi przypadkami. Dowiadujemy się, że duchowny był mocno zaangażowany w sprawy uchodźców, co mogło nie podobać się w pewnych kręgach. W tym samym czasie,  w Tajlandii, ktoś robi wszystko, by zrujnować życie pewnej szwedzkiej dziennikarce. Wkrótce detektywi trafiają na nowe tropy i poszlaki, które mogą ich zbliżyć do rozwiązania zagadki. Nie wiedzą jeszcze, jak wiele skomplikowanych faktów i połączeń niesie ze sobą śmierć małżeństwa. Rozpoczyna się wyścig z czasem…

Gdy już Odwet wpadł w moje ręce i okazało się, że jest to druga część większego cyklu, pomyślałam, że może być trudno przezeń przebrnąć, ponieważ nie czytałam pierwszego tomu. Jednakże, na moje szczęście, okazało się, że niepotrzebnie się martwiłam, gdyż była to odrębna historia, a podczas lektury, stopniowo udało mi się poznać głównych bohaterów. Co się zaś tyczy postaci występujących w książce, bardzo spodobało mi się, że autorka poświęciła im tak dużo miejsca. Mimo, że spotkałam się z wieloma niepochlebnymi opiniami na ten temat, uważam to za bardzo udany zabieg, dzięki któremu pozycję czytało się jeszcze lepiej. Jak na cykl przystało, przygody Fredriki i jej kolegów przeciągną się jeszcze przez kilka tomów, dlatego miło jest poznać bohaterów z ich prywatnej strony, by lepiej zrozumieć kierujące nimi  motywy, czy pewne zachowania. Co więcej, w Odwecie mamy do czynienia z pełnowartościowymi ludźmi, z których każdy jest inny i ma swoje problemy. Nie są to postacie płaskie i przerysowane, o których nie za wiele można powiedzieć, a już tym bardziej sympatyzować.

Lektura książki była niesamowicie wciągająca i aż żal było się z nią rozstawać, choć na krótką chwilę. Kristina Ohlsson, to autorka obdarzona niezwykłym talentem i lekkim piórem, dzięki czemu udaje jej się wprowadzić Czytelnika w niezwykły klimat, towarzyszący zbrodni i tajemnicy. Stopniowo odkrywa przed nami kolejne karty historii, wprowadza na scenę postaci, które mogą okazać się kluczowe, naprowadza na tropy, mogące nam pomóc w rozwiązaniu zagadki. Nie zalewa nas falą informacji, w których moglibyśmy się pogubić, a powoli podpowiada, na co zwrócić uwagę. Czasami, figlarnie zapędza nas w ślepy zaułek, jednak dzięki temu lektura staje się jeszcze bardziej pasjonująca.

Odwet Kristiny Ohlsson, to pozycja godna polecenia każdemu, kto ceni nietuzinkowe rozwiązania, przyjemny język i wartką, pełną zwrotów akcję. Nie jest to może typowy kryminał, ponieważ poza ścisłym śledztwem, dużą uwagę przywiązano bohaterom i ich ludzkim sprawom, co jednak nie ujmuje całości, a staje się jej zaletą. Do przeczytania zachęcam wszystkich miłośników gatunku i amatorom przygody – na pewno nie będą zawiedzeni.

***
Książka jest wygraną w sierpniowej turze konkursu dla bloggerów w Zbrodni w bibliotece. Serdecznie za nią dziękuję.

środa, 7 września 2011

10. "Pies Baskerville'ów" Sir Arthur Conan Doyle


Autor: Sir Arthur Conan Doyle
Tytuł: Pies Baskerville'ów
Wydawnictwo: Rea
Liczba stron: 261
Ocena: 5/6


Pies Baskerville’ów Sir Arthur Conan Doyle’a to chyba najbardziej znana pozycja z cyklu o Sherlocku Holmesie. Była inspiracją dla wielu twórców, a na jej podstawie nakręcono kilkanaście filmów. I nie ma się czumu dziwić, bowiem klimat tej książki jest tak złowrogi i tajemniczy, że wciąga od samego początku i trzyma w napięciu już do końca. Jeśli dorzucimy do tego element paranormalny i dobrze znanego wszystkim bohatera mamy lekturę, której niewielu może się oprzeć.

Tym razem bohaterowie będą musieli odkryć prawdę kryjącą się za legendą, która od pokoleń towarzyszy rodzinie Baskerville’ów. Przeniesiemy się na ponure bagna Dartmoor, gdzie znajduje się posiadłość przeklętego przed laty rodu. Okrutna i tajemnicza śmierć spotyka każdego Baskerville’a, a towarzyszy jej wycie potwornego psa, którego od czasu do czasu widują okoliczni mieszkańcy. W niewyjaśnionych okolicznościach, na terenie posiadłości ginie sir Charles. Brak jakichkolwiek śladów, motywu i narzędzia zbrodni skłania nawet najbardziej sceptyczne osoby, by zacząć wierzyć w monstrum z legend. Tymczasem do Londynu przyjeżdża ostatni dziedzic rodu – sir Henry, który wbrew ostrzeżeniom i namowom postanawia zamieszkać w posiadłości. Wraz z nim do Dartmoor wyrusza doktor Watson, tym razem bez Sherlocka, by przyjrzeć się sytuacji i na odległość informować detektywa o wszelkich postępach w śledztwie, bądź wskazówkach, które mogłyby pomóc je rozwiązać.

Książka pisana jest zwyczajowo, jako wspomnienia doktora, tym razem jednak wzbogacone o wpisy z jego osobistych pamiętników i raporty wysyłane Holmesowi do Londynu. Narrator rzeczowo, dokładnie i szczegółowo opisuje przebieg zdarzeń uzupełniając go o opisy okolicznych mieszkańców i swoje własne przemyślenia dotyczące sprawy. Widać, że nie jest to ten sam cichy i stojący w cieniu Watson z pierwszej powieści. Tutaj wychodzi on na pierwszy plan, podejmując odważne kroki i na własną rękę rozwiązując zagadki. Mimo, iż daleko mu jeszcze do geniuszu Sherlocka, wiele go nauczyło przebywanie z detektywem i dzięki temu zrobił ogromne postępy. Taki stan rzeczy ucieszył mnie niezmiernie, ponieważ traktowany trochę po macoszemu doktor jest postacią pozytywną i bardzo przeze mnie lubianą.

Fabuła jest bardzo dobrze przemyślana, autor stopniowo buduje napięcie tak, że ani przez chwilę się nie nudzimy. Sporo tu zawiłości, tajemnic i niedomówień – sympatycy powieści detektywistycznej na pewno nie będą zawiedzeni. Mimo, iż większa część akcji rozgrywa się na ponurych bagnach hrabstwa Devon, opisy krajobrazu są tak plastyczne i rzeczywiste, że Czytelnik jest w stanie poczuć się jakby tam był. Dodatkowo potęguje to fakt, iż brak tu jest ozdobników i dłużyzn, które miast ułatwić wyobrażanie sobie opisywanych miejsc, często je utrudniają, bądź nawet uniemożliwiają. Jedyną wadą tej powieści jest moim zdaniem, jej objętość. Na niecałych trzystu stroniczkach wydania kieszonkowego akcja rozgrywa się bardzo szybko i zanim się obejrzymy nadchodzi finał. Z tego powodu, po jej przeczytaniu możemy poczuć lekki niedosyt.

Mimo niewielkich gabarytów, książka nadrabia bogatą treścią i z pewnością umili czas. Brak tutaj dłużyzn i męczących wywodów, jest za to dużo zagadek i zwrotów akcji. Polecam ją tradycyjnie miłośnikom cyklu o Sherlocku Holmesie i doktorze Watsonie, fanom powieści detektywistycznej i osobom lubiącym opowieści z dreszczykiem. Pies Baskerville’ów to lektura, którą można pochłonąć w kilka godzin, idealna na deszczowy wieczór, czy wolne popołudnie. 

niedziela, 28 sierpnia 2011

8. "Znak czterech" Sir Arthur Conan Doyle


Autor: Sir Arthur Conan Doyle
Tytuł: Znak czterech
Wydawnictwo: Rea
Liczba stron: 186
Ocena: 4/6


Po lekturze powieści Studium w szkarłacie, otwierającej cykl o Sherlocku Holmesie i doktorze Watsonie, nienasycona ich przygodami postanowiłam sięgnąć po drugi z kolei tomik – Znak czterech. Pochmurne niebo za oknem zwiastujące nadchodzącą burzę, kot śpiący na kolanach i aromatyczny zapach bawarki stworzyły wręcz idealny nastrój na oddanie się czytaniu i rozwiązywaniu zagadek z detektywem i jego przyjacielem.

Nieznośny spokój panujący przy Baker Street 221B przerywa wizyta pięknej, młodej damy – Mary Morstan. Okazuje się, że po tajemniczym zaginięciu jej ojca kilka lat wcześniej, ktoś co roku o tej samej porze wysyła jej drogocenną perłę. Co więcej, właśnie otrzymała list, w którym osoba ta zaprasza ją na spotkanie. Bohaterowie postanawiają pomóc panience rozwikłać zagadkę, lecz nie spodziewają się jeszcze na ile niebezpieczeństw będą narażeni po drodze do celu, bowiem wkrótce okaże się, że sprawa jest bardziej zawiła i skomplikowana niż mogli się spodziewać. Pojawia się tytułowy znak czterech, w zamkniętym od wewnątrz pokoju odnajdują ciało mężczyzny zabitego w dość nietypowy sposób, ruszają w szaleńczy pościg za złoczyńcami, a wszystko to by poznać prawdę i odzyskać skarb. Teraz każda godzina się liczy.

Akcja drugiej części cyklu o Sherlocku Holmesie i doktorze Watsonie jest bardziej dynamiczna od jej poprzedniczki. Dzięki temu, że nabrała tempa czyta się ją lekko i przyjemnie. Niestety nie aż tak, by czuć ten dreszczyk podniecenia, który towarzyszy nowej, tajemniczej sprawie do rozwiązania. Zbudowana jest podobnie do Studium w szkarłacie tzn. nudne popołudnie, nagle na horyzoncie pojawia się trudna sprawa, rozpoczyna się śledztwo, na chwilę staje ono w martwym punkcie, by w końcu Sherlock doprowadził do pojmania przestępcy, który szczerze opowiada historię swojego życia i wyznaje swe grzechy. Jestem tym trochę zawiedziona, bo znając budowę fabuły dość łatwo jest przewidzieć jej finał, a to psuje całą zabawę.

Coś, co bardzo mi się spodobało to nowe fakty, których możemy się dowiedzieć o głównych bohaterach. Gdyby nie Znak czterech nie pomyślałabym, jak daleko może posunąć się Sherlock, by uprzyjemnić swój dzień. Oczywiście jego postawa zadufanego geniusza wciąż irytuje, lecz ma on swój dziwny urok. Możemy liczyć na wątek romantyczny, w którego centrum znajdzie się doktor Watson. Dzięki temu przekonamy się jakże wrażliwy jest ten człowiek, w porównaniu z nieludzkim momentami detektywem.

Niestety druga część przygód Holmes’a nie porwała mnie swą dynamiką, zawiłością, czy nagłymi zwrotami akcji. Jednakże posiadała w sobie to coś, co nie pozwoliło mi na odłożenie jej na półkę przed skończeniem czytania. Być może to ten dziwny sposób w jaki detektyw rozwiązuje wszystkie zagadki, albo ciekawość jakich argumentów użyje tym razem, by udowodnić swoje tezy. Trudno powiedzieć, lecz jedno wiem na pewno – sięgnę jeszcze po powieści z nim w roli głównej.

Znak czterech polecam oczywiście wszystkim fanom Sherlocka Holmes’a i doktora Watsona, a także osobom, które są cierpliwe i nie nudzą się zbyt szybko, dla pozostałych lektura może się okazać zbyt nużąca. Najwyraźniej Sir Arthur Conan Doyle miast uczynić akcję bardziej żywiołową i porywającą postawił na czar i tajemnicę bijącą z osoby głównego bohatera. Na mnie to działa, bo w przeciwnym wypadku przez długi czas nie sięgnęłabym po jego twórczość. Wszystkim Czytelnikom również tego życzę i zachęcam do zapoznania się z tytułem.

sobota, 27 sierpnia 2011

7. "Studium w szkarłacie" Sir Arthur Conan Doyle

Tytuł: Studium w szkarłacie
Wydawnictwo: Rea
Liczba stron: 190
Ocena: 5/6


Sherlock Holmes i doktor John Watson to postaci, których chyba nikomu nie trzeba przedstawiać. Ich kreacje wyszły spod pióra Sir Arthur Conan Doyle’a, a pierwsza część przygód tej dwójki, pod tytułem Studium w szkarłacie została wydana w 1887 roku. Dzięki uprzejmości mej drogiej przyjaciółki, która użyczyła mi swego egzemplarza, miałam szansę spędzić bardzo mile pewne popołudnie, zatopiona w lekturze tego klasyku literatury detektywistycznej.

Narratorem powieści jest doktor Watson, który na jej początku pokrótce opisuje swoje dzieje. Następnie dowiadujemy się w jakich okolicznościach poznał Holmes’a i zamieszkał razem z nim w mieszkaniu przy Baker Street 221B w Londynie. Pewnego dnia nudę, spowodowaną brakiem poważniejszych zajęć, przerywa wieść o tajemniczym morderstwie. Zachęcony przez współlokatora Sherlock, postanawia pomóc policji w rozwiązaniu sprawy. Brak motywu, podejrzanych i tropu okazuje się być orzechem trudnym do zgryzienia, przynajmniej funkcjonariuszom Scotland Yardu…

Ta i tak już krótka powieść podzielona jest na dwie części. W pierwszej poznajemy bohaterów, rozpoczyna się śledztwo prowadzone równolegle  przez brytyjską policję, i z pozoru amatorski duet, doktora  Watsona i pana Holmes’a, a także otrzymujemy kilka wskazówek od tego ostatniego. Druga zabiera nas w daleką podróż wiele lat wcześniej, podczas której możemy znaleźć wiele odpowiedzi kluczowych dla sprawy i w końcu poznać jej finał. To bardzo ciekawy zabieg, zwłaszcza że pojawia się w momencie kulminacyjnym książki. Dzięki temu możemy „odsapnąć” od głównego wątku, poukładać wszystko w głowie i spokojnie już podejść do faktów.

Po Studium w szkarłacie sięgnęłam, by zobaczyć jaki naprawdę był ten porażający swą sztuką dedukcji wzór detektywa, który stał się postacią kultową i inspiracją dla tak wielu twórców. Wyobrażałam go sobie trochę inaczej. W rzeczywistości okazał się arogancki, egocentryczny i chorobliwie pewny siebie, chociaż biorąc pod uwagę jego zdolności oraz skuteczność, nie ma w tym nic dziwnego. Co się tyczy doktora Watsona, to trochę przykre jest, że został odsunięty na bok i zawsze stoi w cieniu wielkiego Sherlocka. Jednak muszę przyznać, że polubiłam tą dziwną parę i na pewno zapoznam się jeszcze z kolejnymi ich przygodami.

Jedyną chyba kwestią, która niezbyt przypadła mi do gustu jest zbyt spokojny, miejscami wręcz nudnawy, ton powieści. Nie ma tu wartkiej akcji, nieprzewidzianych zwrotów, nie mogę powiedzieć, bym czytała tą książkę  z zapartym tchem. Być może bierze się to z tego, iż jest to pierwsze dzieło Sir Arthur Conan Doyle’a, które miałam w ręku i nie jestem przyzwyczajone do jego prozy? Jednak oczekiwanie na błyskotliwy wywód detektywa Holmes’a, w którym zdradzi tok swojego rozumowania i ukaże w jakiż to prosty sposób można było dociec prawdy, bezwzględnie jest tego wart.

Wszystkim miłośnikom kryminałów i powieści detektywistycznych, którzy nie mieli okazji poznać prawdziwego Sherlocka polecam tą pozycję, ponieważ po pierwsze: to klasyk, który każdy fan gatunku znać powinien, po drugie: by mogli skonfrontować swoje wyobrażenia z oryginałem. Mimo, iż Studium w szkarłacie nie wbiło mnie w fotel i nie odebrało tchu, mam zamiar sięgnąć po drugą część przygód bohaterów. Absolutnie, nie dlatego, że tak wypada. Kieruje mną niepohamowana ciekawość, jak ich losy potoczą się dalej, jakie sprawy przyjdzie im rozwiązać, jakich wrogów spotkają na swej drodze. Po przeczytaniu tej książki pojawiło się to tajemnicze i jakże miłe uczucie, że muszę dowiedzieć się więcej, pochłonąć więcej. Trudno je nazwać, ale jest niesamowicie przyjemne. I takich właśnie odczuć życzę wszystkim Czytelnikom, którzy postanowią zatopić się w przygody detektywa Holmes’a i doktora Watsona.