Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sherlock Holmes. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sherlock Holmes. Pokaż wszystkie posty

środa, 7 września 2011

10. "Pies Baskerville'ów" Sir Arthur Conan Doyle


Autor: Sir Arthur Conan Doyle
Tytuł: Pies Baskerville'ów
Wydawnictwo: Rea
Liczba stron: 261
Ocena: 5/6


Pies Baskerville’ów Sir Arthur Conan Doyle’a to chyba najbardziej znana pozycja z cyklu o Sherlocku Holmesie. Była inspiracją dla wielu twórców, a na jej podstawie nakręcono kilkanaście filmów. I nie ma się czumu dziwić, bowiem klimat tej książki jest tak złowrogi i tajemniczy, że wciąga od samego początku i trzyma w napięciu już do końca. Jeśli dorzucimy do tego element paranormalny i dobrze znanego wszystkim bohatera mamy lekturę, której niewielu może się oprzeć.

Tym razem bohaterowie będą musieli odkryć prawdę kryjącą się za legendą, która od pokoleń towarzyszy rodzinie Baskerville’ów. Przeniesiemy się na ponure bagna Dartmoor, gdzie znajduje się posiadłość przeklętego przed laty rodu. Okrutna i tajemnicza śmierć spotyka każdego Baskerville’a, a towarzyszy jej wycie potwornego psa, którego od czasu do czasu widują okoliczni mieszkańcy. W niewyjaśnionych okolicznościach, na terenie posiadłości ginie sir Charles. Brak jakichkolwiek śladów, motywu i narzędzia zbrodni skłania nawet najbardziej sceptyczne osoby, by zacząć wierzyć w monstrum z legend. Tymczasem do Londynu przyjeżdża ostatni dziedzic rodu – sir Henry, który wbrew ostrzeżeniom i namowom postanawia zamieszkać w posiadłości. Wraz z nim do Dartmoor wyrusza doktor Watson, tym razem bez Sherlocka, by przyjrzeć się sytuacji i na odległość informować detektywa o wszelkich postępach w śledztwie, bądź wskazówkach, które mogłyby pomóc je rozwiązać.

Książka pisana jest zwyczajowo, jako wspomnienia doktora, tym razem jednak wzbogacone o wpisy z jego osobistych pamiętników i raporty wysyłane Holmesowi do Londynu. Narrator rzeczowo, dokładnie i szczegółowo opisuje przebieg zdarzeń uzupełniając go o opisy okolicznych mieszkańców i swoje własne przemyślenia dotyczące sprawy. Widać, że nie jest to ten sam cichy i stojący w cieniu Watson z pierwszej powieści. Tutaj wychodzi on na pierwszy plan, podejmując odważne kroki i na własną rękę rozwiązując zagadki. Mimo, iż daleko mu jeszcze do geniuszu Sherlocka, wiele go nauczyło przebywanie z detektywem i dzięki temu zrobił ogromne postępy. Taki stan rzeczy ucieszył mnie niezmiernie, ponieważ traktowany trochę po macoszemu doktor jest postacią pozytywną i bardzo przeze mnie lubianą.

Fabuła jest bardzo dobrze przemyślana, autor stopniowo buduje napięcie tak, że ani przez chwilę się nie nudzimy. Sporo tu zawiłości, tajemnic i niedomówień – sympatycy powieści detektywistycznej na pewno nie będą zawiedzeni. Mimo, iż większa część akcji rozgrywa się na ponurych bagnach hrabstwa Devon, opisy krajobrazu są tak plastyczne i rzeczywiste, że Czytelnik jest w stanie poczuć się jakby tam był. Dodatkowo potęguje to fakt, iż brak tu jest ozdobników i dłużyzn, które miast ułatwić wyobrażanie sobie opisywanych miejsc, często je utrudniają, bądź nawet uniemożliwiają. Jedyną wadą tej powieści jest moim zdaniem, jej objętość. Na niecałych trzystu stroniczkach wydania kieszonkowego akcja rozgrywa się bardzo szybko i zanim się obejrzymy nadchodzi finał. Z tego powodu, po jej przeczytaniu możemy poczuć lekki niedosyt.

Mimo niewielkich gabarytów, książka nadrabia bogatą treścią i z pewnością umili czas. Brak tutaj dłużyzn i męczących wywodów, jest za to dużo zagadek i zwrotów akcji. Polecam ją tradycyjnie miłośnikom cyklu o Sherlocku Holmesie i doktorze Watsonie, fanom powieści detektywistycznej i osobom lubiącym opowieści z dreszczykiem. Pies Baskerville’ów to lektura, którą można pochłonąć w kilka godzin, idealna na deszczowy wieczór, czy wolne popołudnie. 

niedziela, 28 sierpnia 2011

8. "Znak czterech" Sir Arthur Conan Doyle


Autor: Sir Arthur Conan Doyle
Tytuł: Znak czterech
Wydawnictwo: Rea
Liczba stron: 186
Ocena: 4/6


Po lekturze powieści Studium w szkarłacie, otwierającej cykl o Sherlocku Holmesie i doktorze Watsonie, nienasycona ich przygodami postanowiłam sięgnąć po drugi z kolei tomik – Znak czterech. Pochmurne niebo za oknem zwiastujące nadchodzącą burzę, kot śpiący na kolanach i aromatyczny zapach bawarki stworzyły wręcz idealny nastrój na oddanie się czytaniu i rozwiązywaniu zagadek z detektywem i jego przyjacielem.

Nieznośny spokój panujący przy Baker Street 221B przerywa wizyta pięknej, młodej damy – Mary Morstan. Okazuje się, że po tajemniczym zaginięciu jej ojca kilka lat wcześniej, ktoś co roku o tej samej porze wysyła jej drogocenną perłę. Co więcej, właśnie otrzymała list, w którym osoba ta zaprasza ją na spotkanie. Bohaterowie postanawiają pomóc panience rozwikłać zagadkę, lecz nie spodziewają się jeszcze na ile niebezpieczeństw będą narażeni po drodze do celu, bowiem wkrótce okaże się, że sprawa jest bardziej zawiła i skomplikowana niż mogli się spodziewać. Pojawia się tytułowy znak czterech, w zamkniętym od wewnątrz pokoju odnajdują ciało mężczyzny zabitego w dość nietypowy sposób, ruszają w szaleńczy pościg za złoczyńcami, a wszystko to by poznać prawdę i odzyskać skarb. Teraz każda godzina się liczy.

Akcja drugiej części cyklu o Sherlocku Holmesie i doktorze Watsonie jest bardziej dynamiczna od jej poprzedniczki. Dzięki temu, że nabrała tempa czyta się ją lekko i przyjemnie. Niestety nie aż tak, by czuć ten dreszczyk podniecenia, który towarzyszy nowej, tajemniczej sprawie do rozwiązania. Zbudowana jest podobnie do Studium w szkarłacie tzn. nudne popołudnie, nagle na horyzoncie pojawia się trudna sprawa, rozpoczyna się śledztwo, na chwilę staje ono w martwym punkcie, by w końcu Sherlock doprowadził do pojmania przestępcy, który szczerze opowiada historię swojego życia i wyznaje swe grzechy. Jestem tym trochę zawiedziona, bo znając budowę fabuły dość łatwo jest przewidzieć jej finał, a to psuje całą zabawę.

Coś, co bardzo mi się spodobało to nowe fakty, których możemy się dowiedzieć o głównych bohaterach. Gdyby nie Znak czterech nie pomyślałabym, jak daleko może posunąć się Sherlock, by uprzyjemnić swój dzień. Oczywiście jego postawa zadufanego geniusza wciąż irytuje, lecz ma on swój dziwny urok. Możemy liczyć na wątek romantyczny, w którego centrum znajdzie się doktor Watson. Dzięki temu przekonamy się jakże wrażliwy jest ten człowiek, w porównaniu z nieludzkim momentami detektywem.

Niestety druga część przygód Holmes’a nie porwała mnie swą dynamiką, zawiłością, czy nagłymi zwrotami akcji. Jednakże posiadała w sobie to coś, co nie pozwoliło mi na odłożenie jej na półkę przed skończeniem czytania. Być może to ten dziwny sposób w jaki detektyw rozwiązuje wszystkie zagadki, albo ciekawość jakich argumentów użyje tym razem, by udowodnić swoje tezy. Trudno powiedzieć, lecz jedno wiem na pewno – sięgnę jeszcze po powieści z nim w roli głównej.

Znak czterech polecam oczywiście wszystkim fanom Sherlocka Holmes’a i doktora Watsona, a także osobom, które są cierpliwe i nie nudzą się zbyt szybko, dla pozostałych lektura może się okazać zbyt nużąca. Najwyraźniej Sir Arthur Conan Doyle miast uczynić akcję bardziej żywiołową i porywającą postawił na czar i tajemnicę bijącą z osoby głównego bohatera. Na mnie to działa, bo w przeciwnym wypadku przez długi czas nie sięgnęłabym po jego twórczość. Wszystkim Czytelnikom również tego życzę i zachęcam do zapoznania się z tytułem.

sobota, 27 sierpnia 2011

7. "Studium w szkarłacie" Sir Arthur Conan Doyle

Tytuł: Studium w szkarłacie
Wydawnictwo: Rea
Liczba stron: 190
Ocena: 5/6


Sherlock Holmes i doktor John Watson to postaci, których chyba nikomu nie trzeba przedstawiać. Ich kreacje wyszły spod pióra Sir Arthur Conan Doyle’a, a pierwsza część przygód tej dwójki, pod tytułem Studium w szkarłacie została wydana w 1887 roku. Dzięki uprzejmości mej drogiej przyjaciółki, która użyczyła mi swego egzemplarza, miałam szansę spędzić bardzo mile pewne popołudnie, zatopiona w lekturze tego klasyku literatury detektywistycznej.

Narratorem powieści jest doktor Watson, który na jej początku pokrótce opisuje swoje dzieje. Następnie dowiadujemy się w jakich okolicznościach poznał Holmes’a i zamieszkał razem z nim w mieszkaniu przy Baker Street 221B w Londynie. Pewnego dnia nudę, spowodowaną brakiem poważniejszych zajęć, przerywa wieść o tajemniczym morderstwie. Zachęcony przez współlokatora Sherlock, postanawia pomóc policji w rozwiązaniu sprawy. Brak motywu, podejrzanych i tropu okazuje się być orzechem trudnym do zgryzienia, przynajmniej funkcjonariuszom Scotland Yardu…

Ta i tak już krótka powieść podzielona jest na dwie części. W pierwszej poznajemy bohaterów, rozpoczyna się śledztwo prowadzone równolegle  przez brytyjską policję, i z pozoru amatorski duet, doktora  Watsona i pana Holmes’a, a także otrzymujemy kilka wskazówek od tego ostatniego. Druga zabiera nas w daleką podróż wiele lat wcześniej, podczas której możemy znaleźć wiele odpowiedzi kluczowych dla sprawy i w końcu poznać jej finał. To bardzo ciekawy zabieg, zwłaszcza że pojawia się w momencie kulminacyjnym książki. Dzięki temu możemy „odsapnąć” od głównego wątku, poukładać wszystko w głowie i spokojnie już podejść do faktów.

Po Studium w szkarłacie sięgnęłam, by zobaczyć jaki naprawdę był ten porażający swą sztuką dedukcji wzór detektywa, który stał się postacią kultową i inspiracją dla tak wielu twórców. Wyobrażałam go sobie trochę inaczej. W rzeczywistości okazał się arogancki, egocentryczny i chorobliwie pewny siebie, chociaż biorąc pod uwagę jego zdolności oraz skuteczność, nie ma w tym nic dziwnego. Co się tyczy doktora Watsona, to trochę przykre jest, że został odsunięty na bok i zawsze stoi w cieniu wielkiego Sherlocka. Jednak muszę przyznać, że polubiłam tą dziwną parę i na pewno zapoznam się jeszcze z kolejnymi ich przygodami.

Jedyną chyba kwestią, która niezbyt przypadła mi do gustu jest zbyt spokojny, miejscami wręcz nudnawy, ton powieści. Nie ma tu wartkiej akcji, nieprzewidzianych zwrotów, nie mogę powiedzieć, bym czytała tą książkę  z zapartym tchem. Być może bierze się to z tego, iż jest to pierwsze dzieło Sir Arthur Conan Doyle’a, które miałam w ręku i nie jestem przyzwyczajone do jego prozy? Jednak oczekiwanie na błyskotliwy wywód detektywa Holmes’a, w którym zdradzi tok swojego rozumowania i ukaże w jakiż to prosty sposób można było dociec prawdy, bezwzględnie jest tego wart.

Wszystkim miłośnikom kryminałów i powieści detektywistycznych, którzy nie mieli okazji poznać prawdziwego Sherlocka polecam tą pozycję, ponieważ po pierwsze: to klasyk, który każdy fan gatunku znać powinien, po drugie: by mogli skonfrontować swoje wyobrażenia z oryginałem. Mimo, iż Studium w szkarłacie nie wbiło mnie w fotel i nie odebrało tchu, mam zamiar sięgnąć po drugą część przygód bohaterów. Absolutnie, nie dlatego, że tak wypada. Kieruje mną niepohamowana ciekawość, jak ich losy potoczą się dalej, jakie sprawy przyjdzie im rozwiązać, jakich wrogów spotkają na swej drodze. Po przeczytaniu tej książki pojawiło się to tajemnicze i jakże miłe uczucie, że muszę dowiedzieć się więcej, pochłonąć więcej. Trudno je nazwać, ale jest niesamowicie przyjemne. I takich właśnie odczuć życzę wszystkim Czytelnikom, którzy postanowią zatopić się w przygody detektywa Holmes’a i doktora Watsona.